Może ja jakiś dziwny jestem, ale znudziło mi się dojeżdżanie prawie 25km w jedną stronę do pracy, dlatego znalazłem sobie nowe miejsce.
Nowe miejsce jest jakieś 5-10 minut jazdy samochodem od mojej pracy (czyli jak na warunki w Auckland – “rzut beretem”), z jednej strony mam pole golfowe, z drugiej wielki park z basenem, salą gimnastyczną, kortami tenisowymi i boiskami. Trochę mnie tylko martwi, że boisko do baseballa (tak, tak, w Nowej Zelandii mają boiska do baseballa, nie tylko do krykieta) jest jakieś 20m od mojego nowego mieszkania i home run może skończyć się utratą szyby
W pobliżu (według mojej prywatnej definicji dotyczącej Auckland “w pobliżu” = do 10 minut samochodem, jest jeszcze “całkiem blisko” – 20 minut, “niedaleko” – pół godziny, “kawałek drogi” – mniej niż godzina; do pracy miałem kawałek drogi
) jest jeszcze marina, drugie pole golfowe (a koło mojej roboty w sumie trzecie), centrum handlowe, foodtown, pub irlandzki, a po drugiej stronie ulicy (jakieś 50m) – stacja benzynowa i sklep monopolowy. Czyli wszystko, co niezbędne – pod ręką
Trochę o moich nowych flatmates: Sam (albo Simon, jeszcze się nie upewniłem) jest synem właścicielki mieszkania, pochodzi z RPA (ma takie fajne nazwisko van deer cośtam), siedzi w NZ od 9 lat i pracuje jako motorzysta (znaczy się motory składa
). Chris jest z Irlandii, wygląda jak rasowy Irlandczyk, podobno jest muzykiem, ale słyszałem też coś o pracy w jakiejś firmie mającej coś wspólnego z jachtami (niestety mam jeszcze problemy ze zrozumieniem całości wypowiedzi, gdy ktoś mówi bardzo szybko, więc zostaje mi tylko się wyszczerzyć i przytakiwać – działa, no worries
).
Jest jeszcze jeden wolny pokój, więc możliwe, że ktoś jeszcze tam zamieszka.
Przeprowadzam się w następny weekend, więc powoli muszę się zacząć pakować.


