Jako, że moi nowi flatmates nie odczuwają potrzeby korzystania z internetu, musiałem załatwić go sobie sam. Kupiłem najgorszy możliwy bezprzewodowy dostęp – Woosh (wszyscy, których pytałem wieszali na nim psy, ale niestety w mojej sytuacji jest to najmniejsze zło) w najgorszym możliwym miejscu – w Dick Smith’s (coś w stylu Media Markt).
Wyrwałem się dzisiaj wcześniej z roboty, chciałem szybko kupić modem i router a potem pojechać do City i załatwić parę spraw w różnych miejscach w godzinach “urzędowych”. Pojechałem do Dick Smith’s w Botany Downs Centre, gdzie dowiedziałem się, że owszem, mają jeden modem w magazynie, ale jeden musi zostać. Nosz …wa mać, po co niby? Żeby mogli pokazać, że mają, ale nie sprzedadzą? Ale no worries, oddział Pakuranga dysponuje dwoma. No to jadę do Pakurangi, po czym dowiaduję się, że jest, ale w zasadzie to nie ma.
- Jak to?
- No bo niby tak, mamy po 159$, ale w zasadzie to nie mamy, ale mamy po 184$.
- A czym się różnią?
- No bo ten zestaw za 159$ to jest ten za 184$, ale ze zniżką.
- A nie możecie mi sprzedać tego zestawu za 184$ ze zniżką?
- No niby możemy…
Pozwolicie, że nie skomentuję. Ale to oczywiście jeszcze nie koniec. 15 minut czekania, aż pani się zorientuje, czy moje prawo jazdy z PL to jest prawo jazdy, czy moja karta kredytowa to jest karta kredytowa, itd.
Po jakichś 30 minutach wypełniania wszystkich formalności w związku z przystąpieniem do Woosh (bo to nie ma tak prosto, że kupujesz modem i masz – musisz cyrograf na 12 miesięcy minimum podpisać), pani zniknęła na zapleczu na kolejne 30 minut (nie ściemniam ani nie przesadzam!), po czym wyłoniła się z niego i rozbrajająco stwierdziła, że jednak nie mają na składzie.
Uratowała się jednak przed nieuchronnym ciosem w szczękę stwierdzając, że dzwoniła do oddziału w Sylvia Park (zaczynacie dostrzegać pewien schemat?) i że tam to już na pewno mają i że wystarczy, jak pokażę paragon i mi od razu dadzą.
Całe szczęście, że trasa Botany Downs -> Pakuranga -> Sylvia Park jest mniej więcej w stronę Sandringham, gdzie (jeszcze dzisiaj) mieszkam, bo bym się bardziej zirytował.
Oczywiście w Sylvia Park nigdy wcześniej nie byłem i nikt mnie nie ostrzegł, że mogą istnieć tak wielkie centra handlowe. Kolejne 15-20 minut spędziłem na radosnym poszukiwaniu Dick Smith’s, bo czemu mieć szyld w standardowym dla tej firmy żółtym kolorze, skoro można mieć w niebieskim?
Tyle wyszło z moich planów pojechania do City i załatwienia czegokolwiek innego. Kupno durnego modemu z routerem + dojazd do Sandringham zajęły mi 2.5h
Tak więc, moi drodzy, kiedy ktoś wam mówi, że Nowa Zelandia to mały kraj na środku Pacyfiku i poziom usług jest tu niski, weźcie to sobie do serca zanim się tu (w końcu!
) wybierzecie.
OK, idę spać, bo jutro przeprowadzka.


