Na drugim końcu Auckland
marzec 8, 2008 autor veyDer
Nie myślałem, że przeprowadzka może być tak męcząca… Nie myślałem też, że przez 5 miesięcy może nazbierać się tyle niepotrzebnych w zasadzie gratów (które jednak trzeba jakoś zabrać).
Koło 11 byłem już jednak spakowany, potem ponad godzina sprzątania pokoju przed jego opuszczeniem i w drogę. Oczywiście musiałem spróbować innej niż zwykle trasy, co musiało skończyć się władowaniem w jeden z większych korków, jakich miałem okazję do tej pory doświadczyć.
Potem rozpakowywanie, walka z @#$%@!$#@ Wooshem (jak widać - udana, chociaż nie miałem jeszcze okazji przetestować Skype’a, więc nie wiem jeszcze czy się cieszymy) i zaległem na resztę dnia.
Do tego wszystkiego pogodzie w Auckland zebrało się dzisiaj na bycie upalną, więc miałem komplet niewygód związanych z przeprowadzką.
Zdjęcia nowego pokoju, mieszkania i okolicy wrzucę jutro, dzisiaj dogorywam i walczę z upałem. Gdybym jeszcze tak lubił bardziej piwo, to walka byłaby łatwiejsza…



Trudno komentuję pierwsza może za mną ruszy lawina…(komentarz veyDera się nie liczy, bo to update był
Bardzo się cieszę, że wróciłeś i piszesz, choć szkoda trochę tamtego bloga.

Oglądanie Kiwilandii Twoimi oczami jest niezłą zabawą – to już „wina” właściciela i jego podejścia do świata
veyDer jak miło, że Nowa Zelandia ma jakieś minusy, starasz się zachować dystans, czy tak przez przypadek Ci się udało ?