Nie myślałem, że przeprowadzka może być tak męcząca… Nie myślałem też, że przez 5 miesięcy może nazbierać się tyle niepotrzebnych w zasadzie gratów (które jednak trzeba jakoś zabrać).
Koło 11 byłem już jednak spakowany, potem ponad godzina sprzątania pokoju przed jego opuszczeniem i w drogę. Oczywiście musiałem spróbować innej niż zwykle trasy, co musiało skończyć się władowaniem w jeden z większych korków, jakich miałem okazję do tej pory doświadczyć.
Potem rozpakowywanie, walka z @#$%@!$#@ Wooshem (jak widać – udana, chociaż nie miałem jeszcze okazji przetestować Skype’a, więc nie wiem jeszcze czy się cieszymy) i zaległem na resztę dnia.
Do tego wszystkiego pogodzie w Auckland zebrało się dzisiaj na bycie upalną, więc miałem komplet niewygód związanych z przeprowadzką.
Zdjęcia nowego pokoju, mieszkania i okolicy wrzucę jutro, dzisiaj dogorywam i walczę z upałem. Gdybym jeszcze tak lubił bardziej piwo, to walka byłaby łatwiejsza…



Trudno komentuję pierwsza może za mną ruszy lawina…(komentarz veyDera się nie liczy, bo to update był;) Bardzo się cieszę, że wróciłeś i piszesz, choć szkoda trochę tamtego bloga.
Oglądanie Kiwilandii Twoimi oczami jest niezłą zabawą – to już „wina” właściciela i jego podejścia do świata:)
veyDer jak miło, że Nowa Zelandia ma jakieś minusy, starasz się zachować dystans, czy tak przez przypadek Ci się udało ?;)