O pracy i o pogodzie
maj 2, 2008 autor veyDer
Powoli odsypiam wariacki okres w robocie, kiedy to pracowałem po 12-13 a nawet raz się zdarzyło, że 16 godzin na dobę. Dlatego też wpisy pojawiały się tak rzadko. Teraz mam jedną wymówkę mniej, więc powinno się tu zacząć więcej dziać
Tydzień temu wszyscy dookoła świętowali Anzac Day (to znaczy świętowali po kiwusku - tak, że nic nie zauważyłem :D) natomiast wszyscy w firmie, na trzy dni przed premierą, mieliśmy na głowie najwięcej roboty. Za to teraz “odrabiam” zaległy dzień, szef dorzucił gratis wolny poniedziałek, czyli po prostu długi weekend majowy
Jeszcze przez moment o robocie: zerknijcie na http://www.oleole.com i oceńcie sami, czy moje przesiadywanie w robocie przyniosło jakiś efekt. Mi osobiście ta strona się podoba, co jest zjawiskiem rzadkim przy wykonywaniu przeze mnie jakiejkolwiek pracy.
Kiedy tak siedziałem i pracowałem, nowozelandzkie lato stwierdziło, że mogę się w takim razie wypchać i sobie poszło. Teraz króluje jesień w postaci ulew. Ale ulewy w Polsce to są jakieś popierdółki w porównaniu z tym czymś tutaj. A właściwie weźcie sobie taką całodniową polską ulewę, skompresujcie do 30 sekund i macie ulewę nowozelandzką. Bo to dokładnie tak wygląda: prysznic, w zasadzie ściana deszczu przez jakieś 30 sekund i znowu słońce. I tak co jakieś 30-40 minut.
Za to tęcze są cudne. Szkoda, że mi aparat gdzieś wcięło (no dobra, cztery dni wolnego, to w końcu posprzątam w pokoju :P) bo bym mógł zrobić naprawdę rewelacyjne zdjęcia.
Ale fear not - przez najbliższe 4 miesiące będę miał aż nazbyt wiele okazji do robienia zdjęć deszczu (i oby również tęczom).


